Czasem zmieniają się ludzie. Historia pozostaje ta sama.
Obiecujemy sobie, że tym razem będzie inaczej.
Inaczej wybierzemy partnera. Inaczej zareagujemy podczas kłótni. Inaczej zadbamy o siebie. Postawimy granicę wcześniej. Nie zgodzimy się na to, co kiedyś sprawiało ból.
Mija trochę czasu i z zaskoczeniem odkrywamy, że znów stoimy w miejscu, które wydaje się dziwnie znajome.
W takich chwilach łatwo pomyśleć o sobie surowo.
“Dlaczego znowu?”
To pytanie słyszę w gabinecie bardzo często.
Czy naprawdę wybieramy to samo?
Myślę, że częściej wybieramy to, co znamy.
Każdy z nas przez całe życie uczy się świata. Uczy się, czym jest bliskość, bezpieczeństwo, zaufanie, odrzucenie czy miłość. Z tych doświadczeń powstaje wewnętrzna mapa, dzięki której poruszamy się w relacjach i podejmujemy codzienne decyzje.
Ta mapa nie jest dobra ani zła.
Jest historią naszego życia.
Czasem prowadzi nas w miejsca, które służą rozwojowi. Czasem sprawia, że wracamy do tego, co dobrze znane, choć przestało być dla nas dobre.
Co próbuje nam powiedzieć powtarzająca się historia?
To pytanie wydaje mi się ciekawsze niż: „Dlaczego znowu?”
Bo każda historia coś o nas opowiada.
Opowiada o tym, czego nauczyliśmy się o sobie. Jak rozumiemy bliskość. Czego oczekujemy od innych. Jak troszczymy się o siebie wtedy, kiedy pojawia się lęk, samotność albo rozczarowanie.
Powtarzalność bardzo często nie jest uporem.
Jest językiem doświadczeń, które przez lata kształtowały nasze życie.
Gdzie zaczyna się zmiana?
W pracy przekonałam się, że zmiana bardzo rzadko zaczyna się od decyzji.
Znacznie częściej zaczyna się od zauważenia.
Od chwili, w której człowiek z ciekawością przygląda się własnej historii i zamiast pytać: „Co jest ze mną nie tak?”, zaczyna zastanawiać się: „Co doprowadziło mnie właśnie tutaj?”
To pytanie wnosi do rozmowy coś niezwykle ważnego.
Szacunek dla własnego doświadczenia.
Co daje takie rozumienie?
Rozumienie nie wymazuje przeszłości.
Pozwala jednak spojrzeć na nią z większą łagodnością.
Kiedy odkrywamy, skąd wzięły się nasze wybory, łatwiej dostrzec, że kiedyś miały głęboki sens. Pomagały chronić to, co było najważniejsze: poczucie bezpieczeństwa, bliskość, akceptację czy przynależność.
Ta perspektywa nie zmienia wydarzeń.
Zmienia sposób, w jaki patrzymy na siebie.
A kiedy człowiek przestaje prowadzić ze sobą nieustanny spór, pojawia się przestrzeń na coś bardzo cennego.
Na wybór.
Ten, który wypływa z coraz lepszego rozumienia siebie.
I myślę, że właśnie tam pojawia się możliwość napisania dalszego ciągu swojej historii trochę inaczej niż dotąd.