Dlatego też zawsze warto doprecyzować – co konkretnie stanowi wyzwanie. Czy chodzi o traktowanie siebie z większą troską, czy może o zaopiekowanie się tym, co wciąż jest bolesne, choć wydarzyło się w naszym dzieciństwie.
Najważniejsze jest jednak to, by skupić się na tym, co TU i TERAZ.
Rozwój, terapia czy jakakolwiek praca własna mają sens o tyle, o ile zakorzeniają nas w naszym własnym życiu, w którym znów możemy głębiej oddychać i być z tym, co jest, w bardziej obecny sposób. Nie ma magicznych skrótów do tego, by z bardzo bolesnego doświadczenia dzieciństwa wyczarować nagle życie bez trosk i pełne samych przyjemności. Jest jednak droga, która prowadzi w doświadczenia, które są bardziej “nasze”, pozwalają poczuć, że jednak warto istnieć, mimo trudności.
Wewnętrzne dziecko to tak naprawdę tylko nazwa, która niesie w sobie wiele konotacji. Najpierw należy ją rozpakować i zobaczyć, co w istocie jest dla nas NA TERAZ. Co jest ważne w tej codzienności, która właśnie trwa.
Dzięki temu można wyznaczyć kurs, który będzie miał realne cele, a nie wyimaginowany obraz szczęścia, który obiecuje pop psychologia.
Troska o siebie, swoje ciało i ducha, odpowiednie podejście do trudności pozwalające poczuć swoją sprawczość oraz sięgnąć po wsparcie – to są niewątpliwie najważniejsze skarby, które można znaleźć “otulając swoje wewnętrzne dziecko”. Czyli tak naprawdę – autentycznie zwracając się ku sobie z ciekawością i otwartością. I to jest sedno oraz cel, który może być kierunkiem pracy z przeszłymi doświadczeniami.
Ważne jest także zdrowe wyznaczanie i doświadczanie granic. To daje poczucie bezpieczeństwa bez którego trudno jest tworzyć związki czy żyć takim życiem, jakiego się pragnie.
Nauczenie się odmawiania bez winy i wstydu jest pierwszym krokiem, który pozwala poczuć, że możemy z naszą decyzyjnością być w porządku. A to bardzo ważne w kontekście zadbania o swoje dziecięce zranienia.